Jerzy Hausner, Andrzej
Sokołowski
Akademia Ekonomiczna w Krakowie
Bezrobocie o tej skali i
charakterystyce jak w Polsce jest
społeczną klęską, której przezwyciężenie nie będzie ani łatwe, ani szybkie i
wymaga mobilizacji wszystkich zainteresowanych stron w celu podjęcia
uzgodnionych, kompleksowych i zdecydowanych działań.
To, że jest źle podkreślają
wszyscy. Niestety nie zanosi się na to, żeby miało być lepiej;
z przynajmniej trzech zasadniczych przyczyn:
1. Tendencji
demograficznych.
2. Drugiej
fali restrukturyzacji przebiegającej w polskiej gospodarce.
3. Instytucjonalnego
usztywnienia rynku pracy.
W latach 2001-05 próg 18 lat
przekroczy 3,5 mln młodych ludzi, a zasoby pracy łącznie wzrosną o 1,15 mln
osób:
-
2001 – 268 tys.,
-
2002 – 265 tys.,
-
2003 – 248 tys.,
-
2004 – 201 tys.,
-
2005 – 172 tys.
Wejście wyżu demograficznego na
rynek pracy zbiega się ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego oraz zaostrzaniem
się międzynarodowej, globalnej konkurencji, która wymusza trudne dostosowania
strukturalne. Sprostać jej mogą tylko gospodarki zdywersyfikowane i
innowacyjne, charakteryzujące się wysokim kapitałem ludzkim i elastycznym
rynkiem pracy. A protekcjonizm i ochrona własnego rynku (poza ochroną przed
nieuczciwą konkurencją) to polityka krótkowzroczna, która prowadziłaby do
obniżenia konkurencyjności i zastoju. Analiza statystyczna pokazuje, że (w
odniesieniu do lat 90.) spadek dynamiki importu jest w polskiej gospodarce
pozytywnie skorelowany ze wzrostem stopy bezrobocia, zwłaszcza absolwentów.
Jednocześnie polityka protekcyjna jest wykluczona także ze względu na
integrację europejską i zbliżające się przystąpienie Polski do Unii Europejskiej.
W wielu sektorach polskiej
gospodarki nadal zdominowanych przez własność publiczną będzie dokonywała się
opóźniona restrukturyzacja, w rezultacie której zredukowanych zostanie tysiące
miejsc pracy. Dotyczyć to będzie zwłaszcza sektora usług publicznych (ochrona
zdrowia, oświata). Intensywna restrukturyzacja dokonuje się obecnie także
w sektorze prywatnym, który już w
dominującym stopniu generuje bezrobocie. Zmienia się w konsekwencji
sylwetka bezrobotnego. Obecnie coraz częściej jest nim ponadprzeciętnie
wykształcony mężczyzna w średnim wieku mieszkający w mieście.
Efektywny rynek pracy
jest pochodną rozwiązań instytucjonalnych, a szerszym odniesieniu jakości
zarządzania publicznego. Instytucje kształtujące sytuację na rynku pracy w
Polsce zasadniczo usztywniają go. W rezultacie relatywnie wysokie są koszty
pracy, niska jest mobilność pracowników, nieefektywne i kosztowne pośrednictwo
pracy, występuje nierównowaga stron zbiorowych stosunków pracy.
Elastyczność rynku pracy oznacza
w praktyce przede wszystkim płynność zatrudnienia, którą najłatwiej oceniać
porównując wskaźniki zwolnień i przyjęć. Tak rozumiana elastyczność
w polskiej gospodarce szybko rośnie i już obecnie odpowiada standardom
krajów OECD, co jednoznacznie wynika z raportu Banku Światowego
przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Niestety
od 1998 r. tworzenie miejsc pracy dokonuje się wolniej niż ich redukcja.
Przy ogólnie wysokiej płynności
zatrudnienia, intensywność ruchu na regionalnych rynkach pracy jest silnie
zróżnicowana (wykres 1).
Wykres
1.

Źródło: „Polityka rynku pracy i rozwoju zasobów ludzkich w strategiach rozwoju województw
w kontekście przygotowań polski do absorpcji środków europejskiego funduszu
społecznego” - obliczenia A. Sokołowski
Obok rynków o dużej płynności
(lubuskie, warmińsko-mazurskie, zachodniopomorskie, mazowieckie, pomorskie)
występują rynki stagnacyjne (podkarpackie, lubelskie).Wynika z tego, że te
same ogólnokrajowe rozwiązania instytucjonalne wiążą się w przypadku jednych
regionów ze stagnacyjnym rynkiem pracy zaś w innych z rynkiem elastycznym. Tym
samym rozwiązania prawne są czynnikiem ważnym, ale nie rozstrzygającym.
Czynniki sprzyjające
uelastycznieniu rynku pracy to: zdywersyfikowana struktura gospodarki, niski
udział zatrudnienia w rolnictwie oraz wysoki udział zatrudnienia w usługach,
zwłaszcza biznesowych, wysoka dynamika zmian strukturalnych, wysoki poziom
technicznego uzbrojenia pracy, wydajności pracy oraz kapitału ludzkiego. Pod
tymi względami polskie regiony są znacznie zróżnicowane i to zróżnicowanie
pogłębia się (wykresy 2, 3, 4).
Wykres 2.
Odsetek pracujących objęty
restrukturyzacją regionalnej struktury na rynku pracy w latach 1991-1998

Techniczne uzbrojenie pracy w województwach w 1998
roku

W niektórych regionach
rolniczych (świętokrzyskie, podkarpackie, lubelskie) w latach 90. nastąpiło
uwstecznienie struktury gospodarki, gdyż wzrósł w nich udział zatrudnienia
w rolnictwie. Formalno-prawne uelastycznianie rynku pracy w takich
regionach będzie prowadzić do wzrostu bezrobocia agrarnego i ich gospodarczej
marginalizacji. W regionach o „przejściowej” strukturze gospodarki
deregulacja rynku pracy będzie niewątpliwie przyspieszać korzystne zmiany
strukturalne, ale początkowo będzie się to wiązać ze wzrostem bezrobocia. Tylko
więc w regionach o nowoczesnej, zdywersyfikowanej strukturze gospodarki i
wysokim poziomie kapitału ludzkiego można oczekiwać relatywnie szybkich efektów
uelastycznienia przepisów regulujących zatrudnianie i zwalnianie pracowników.
Sama wysoka elastyczność rynku
pracy nie powoduje więc automatycznie niskiego bezrobocia. Uelastycznienie
rynku pracy warunkujące restrukturyzację prowadzić może i najczęściej
prowadzi do okresowego wzrostu bezrobocia. To czy uda się je następnie
ograniczyć ogólnie zależy od dynamiki i
konkurencyjności nowych przedsięwzięć i przedsiębiorstw.
Odrębnej uwagi wymagają
zagadnienia makroekonomiczne, które nader często komentowana są w kontekście
rynku pracy w sposób uproszczony. Relacje zachodzące między wzrostem
gospodarczym a stopą bezrobocia nie są liniowe. Dla każdej gospodarki można oszacować niezbędną dla wzrostu
zatrudnienia stopę wzrostu gospodarczego. Przeprowadzone obliczenia wskazują,
że aktualnie dla polskiej gospodarki próg stanowi stopa wzrostu rzędu 5,35%
(wykres 5).
Wykres
5.

Źródło: „Polityka rynku pracy i rozwój zasobów ludzkich w strategiach rozwoju
województw w kontekście przygotowań polski do absorpcji środków europejskiego
funduszu społecznego” - obliczenia A. Sokołowski
Należy jednak podkreślić, że
wysoka stopa wzrostu wywołuje silny impuls wzrostu zatrudnienia z pewnym
opóźnieniem wynoszącym nawet rok. Jednakże doświadczenia krajów o rozwiniętej
gospodarce rynkowej wskazują, że między nawet relatywnie wysokim wzrostem
gospodarczym a spadkiem bezrobocia nie ma automatyzmu. Możliwy jest wysoki
wzrost bez wzrostu zatrudnienia (jobless growth). Zjawisko to określane
często jako „efekt histerezy” polega na utrzymywaniu się wysokiego poziomu
bezrobocia z okresu recesji również w okresie poprawy koniunktury i
wysokiego wzrostu.
Jego wystąpieniu sprzyja
niewątpliwie wykształcenie się „kultury bezrobocia”, w której pozostawanie
bezrobotnym staje się społeczną normą i „sposobem na życie”. W polskich
warunkach środowiska „żyjące na zasiłku” są coraz liczebniejsze. Takie wzorce
utrwalają się tym szybciej i silniej, czym bardziej instytucje rynku pracy
zajmują się dostarczaniem bezrobotnym zasiłku a nie oferty pracy i kwalifikacji
niezbędnych do skorzystania z niej. Nie jest przypadkiem, że dwie trzecie
zasiłków dla bezrobotnych otrzymują mieszkańcy małych miast i terenów
wiejskich. Ogólnie, „kulturze
bezrobocia” sprzyja wysoki wskaźnik bezrobocia długoookresowego. W tych
regionach i subregionach, w których jest on szczególnie wysoki nie należy
oczekiwać samoistnej poprawy sytuacji na rynku pracy, nawet przy bardzo
wysokiej stopie wzrostu gospodarczego. Wymagają one – jak w przypadku obszarów
popegeerowskich czy małych gmin górniczych – precyzyjnych działań
aktywizujących.
W praktyce nie są nimi
dotychczasowe programy specjalne rynku pracy, przede wszystkim zaś prace
interwencyjne. Badania wykazują, że prowadzą one do zwiększenia sumy
wypłacanych zasiłków. Mamy więc do czynienia z „efektem karuzeli”: podejmowanie
pracy interwencyjnej jest sposobem odzyskania prawa do zasiłku. Tym bardziej,
że udział w pracach interwencyjnych jest sygnałem zdecydowanie
zniechęcającym potencjalnego pracodawcę.
Przeprowadzone badania
statystyczne wskazują, że wzrost zatrudnienia jest silnie dodatnio skorelowany
ze wzrostem inwestycji przedsiębiorstw (wykres 6) oraz wyraźnie słabiej
i ujemnie skorelowany ze stopą kredytu refinansowego.
Wykres
6.
Źródło: jak wyżej
Należy jednak zachować
ostrożność w ocenie skutków obniżki realnych stóp procentowych na poziom
zatrudnienia. Zmniejszenie ceny kredytu będzie także oznaczać obniżenie ceny
kapitału względem ceny pracy, co może zachęcać do substytucji pracy przez
kapitał, zwłaszcza w sytuacji wzrostu płac realnych.
Z drugiej strony obniżenie ceny
kredytu niewątpliwie przyczyni się do zwiększenia liczby nowych firm, które
generują już około 50% miejsc pracy w polskiej gospodarce.
Wyważonego spojrzenia wymaga
kwestia zależności między płacami i bezrobociem. Intuicyjnie przyjmuje się, że
wysoki poziom i dynamika płac przyczyniają się do wysokiego bezrobocia. Dane
dotyczące regionów tego nie potwierdzają. Województwa o najwyższych stopach
bezrobocia charakteryzują się najniższymi zarobkami oraz najniższą dynamiką
płac. Istotna przede wszystkim jest zależność między wydajnością pracy i
płacami, która decyduje o kosztach pracy.
Elastyczność płac musi być jakoś
ograniczona. Brak ograniczenia powodowałby taką sytuację jak w Rosji, gdzie co
prawda rejestrowane bezrobocie jest bardzo niskie, ale utrwaliło się bezrobocie
ukryte w przedsiębiorstwach. W skrajnym przypadku pracownicy w ogóle nie są
opłacani, ale ich wydajność jest znikoma.
W Polsce problemem jest
nieadekwatność scentralizowanego systemu negocjacji dotyczących płac i układów
zbiorowych względem wysoce zróżnicowanych regionalnych rynków pracy. W
rezultacie wzrost płac w regionach ekonomicznie słabszych jest proporcjonalny
do wzrostu ogólnokrajowego, pomimo, że w tych regionach wzrost produktywności
pracy jest wyraźnie wolniejszy. W dodatku ten scentralizowany mechanizm
negocjacji płacowych faktycznie od kilku lat nie działa. Tym bardziej więc
rozsądne byłoby jego szybkie zastąpienie przez zdecentralizowany system
negocjacji, w którym państwo nie byłoby stroną lecz arbitrem. Taki system niewątpliwie
ułatwiałby dostosowywanie dynamiki płac do wzrostu wydajności pracy na poziomie
mikro (firmy) i mezzo (region).
Rozwiązania instytucjonalne
rynku pracy generują często negatywne bodźce. Dotyczy to także relacji między różnymi kategoriami dochodów.
Prawidłowe relacje powinny wyglądać następująco: granica ubóstwa < zasiłek
dla bezrobotnych < płaca minimalna < przeciętne wynagrodzenie. Przy czym
płaca minimalna powinna być odczuwalnie wyższa niż zasiłek, zaś wynagrodzenie
przeciętne zdecydowanie wyższe niż płaca minimalna. Z tego punku widzenia płaca
minimalna jest zbyt niska w stosunku do zasiłku i zbyt wysoka w stosunku do
płacy przeciętnej. Negatywne bodźce wynikają również z nadmiernie wysokich
świadczeń przedemerytalnych oraz możliwości łączenia tych świadczeń z
zatrudnieniem.
Ogromnym obciążeniem dla
pracodawców i budżetu państwa są zwolnienia chorobowe. „Ucieczka w chorobę”
stała się dosyć powszechnym sposobem ochrony pracy.
Generalnie wszelkie osłonowe
rozwiązania finansowe, które zachęcają pracowników do odejścia z pracy,
niezależnie od tego czy finansuje je pracodawca czy budżet państwa, chronią
tych, którzy odchodzą kosztem tych, którzy zostają. Jeżeli pakiety socjalne w
przypadku zbiorowych redukcji miałyby zostać utrzymane, to nie w formie
skumulowanego zasiłku dla zwalnianego pracownika, lecz w formie finansowego
bodźca dla uzyskania przez niego nowego zatrudnienia (np. subsydiowane
zatrudnienie w nowym miejscu pracy).
Zasadniczo środki finansowe
związane z redukcją zatrudnienia i osłoną bezrobotnych powinny być uruchamiane
z wyprzedzeniem i bezpośrednio w celu promocji nowego zatrudnienia a nie po
fakcie i dla osłony socjalnej zwolnionego. Wymaga to jednak zmiany przepisów i
innej logiki postępowania służb zatrudnienia, które zamiast pasywnego biura
wypłaty zasiłków powinny być aktywnym inicjatorem przedsięwzięć promujących
zatrudnienie.
Trzeba przy tym pamiętać, że
programy specjalne realizowane przez publiczne służby zatrudnienia są kosztowne
i mało efektywne. Nie przynoszą one najczęściej trwałych rezultatów a jedynie
doraźną poprawę wskaźników.
Postulowana liberalizacja
(deregulacja) rynku pracy powinna polegać na uelastycznieniu umowy o pracę i
form zatrudnienia. Nie ma pozbawiać pracownika wszelkiej ochrony prawnej, lecz
umożliwiać pracodawcy szybkie reagowanie na zmiany zachodzące w gospodarce
oraz dopasowywanie skali i form zatrudnienia do warunków rynku. Elastyczność ma
przyczyniać się do lepszego dopasowania popytu i podaży na rynku pracy,
sprzyjać podnoszeniu zatrudnialności pracowników a nie wyłącznie ich pozbywaniu
się. Dzięki uelastycznieniu umowy o pracę i form zatrudnienia łatwiejsze i
tańsze ma stać się w skali całej gospodarki wejście na rynek pracy.
Większość młodego pokolenia
będzie mogła znaleźć pracę tylko poprzez samozatrudnienie. A to oznacza,
że zamiast kształcenia do zawodu szkolnictwo powinno kształcić dla
przedsiębiorczości. Jednocześnie pobudzanie przedsiębiorczości musi stać się
pierwszoplanowym celem wszelkich gospodarczych działań administracji publicznej.
Długofalowo najlepszym środkiem zwalczania bezrobocia jest inwestowanie w
kapitał ludzki, czyli ogólnie edukację – wykształcenie i kwalifikacje
przyszłych i obecnych pracowników.
Bariery wejścia na rynek pracy,
w tym szczególnie absolwentów studiów wyższych, stanowią wciąż liczebniejsze i
bardziej wpływowe korporacje zawodowe (np. w zawodach prawnych, ekonomicznych i
medycznych). Ich przywileje i monopolistyczna pozycja powinny ulec
ograniczeniu.
W propozycjach dotyczących rynku
pracy pomija się możliwości, które dla zwalczania bezrobocia stwarza trzeci
sektor – sektor organizacji pozarządowych i wolontariat. W „starych”
krajach OECD sektor ten przeciętnie generuje ponad 5% całkowitego zatrudnienia
pozarolniczego oraz blisko 30%
całkowitego zatrudnienia w sektorze publicznym, a przy uwzględnieniu
wolontariuszy wskaźniki te wynoszą odpowiednio 7 i 40%. Barierą
rozwoju tego sektora w Polsce jest brak odpowiednich regulacji prawnych (ustawa
o działalności pożytku publicznego), nad którą rząd „nieustannie” pracuje co
najmniej od 1996 r.
Organizacje pozarządowe powinny
też zostać głównymi realizatorami specjalnych programów promocji zatrudnienia i
zwalczania bezrobocia, zlecanych na zasadzie konkursu ofert.
Modyfikowanie instytucji rynku
pracy wymaga zrozumienia, że wśród „bezrobotnych” występują różne kategorie
osób, podejście do których musi być odpowiednio zróżnicowane. Specyficzną
kategorię stanowią absolwenci, w których przypadku uzasadnione jest publiczne
subsydiowanie pierwszego zatrudnienia. Inną kategorię stanowią osoby, które
utraciły pracę, ale aktywnie jej poszukują, w tym przekwalifikowują się. Pomoc
dla nich powinna być wyraźnie zorientowana na uzyskanie zatrudnienia a nie
osłonę socjalną. Natomiast z rejestru bezrobotnych powinny być wykluczane
osoby, które w bezrobociu trwają i nic nie czynią by ten stan zmienić. W ich
przypadku minimalna osłona socjalna musi zostać stowarzyszona z programami
pobudzania aktywności i przywracania ogólnej zatrudnialności. Nie jest to
jednak typowe zadanie instytucji pośrednictwa pracy, lecz raczej centrów pomocy
rodzinie i organizacji pozarządowych.
System pośrednictwa pracy
powinien zostać odbiurokratyzowany, poprzez jego komercjalizację. Urzędy pracy
pośredniczą w obsadzeniu miejsca pracy w sektorze prywatnym tylko w przypadku
około 3% przyjęć.
Bezpośrednie wspieranie
zatrudnienia poprzez pomoc publiczną ma w Polsce ograniczony zakres. Przeznacza
się na nią około 20% całkowitej pomocy publicznej, a więc około 0,25% PKB.
Jednocześnie jednak formy tej pomocy są nieprzejrzyste i nieefektywne, czego
jaskrawym przykładem jest funkcjonowanie PFRON oraz zakładów pracy chronionej.
Z drugiej strony znacznie większy jest obszar pośredniego, ukrytego
subsydiowania miejsc pracy w nieefektywnym sektorze publicznym, w następstwie
nieskutecznego egzekwowania różnorodnych zobowiązań finansowych zakładów pracy
działających w tym sektorze. Mamy tu nadal do czynienia w wielkiej skali z
„miękkim ograniczeniem budżetowym”, które wyklucza racjonalizację zachowań i
efektywność gospodarowania.
Subsydiowane miejsca pracy
powinny szczególnie powstawać w szeroko ujętych usługach społecznych.
Generalnie przy tym największe perspektywy wzrostu zatrudnienia stwarza sektor
usług. Z tego punktu widzenia szczególnego rozważenia wymaga kwestia ulg
podatkowych dla usługodawców. Rzecz dotyczy zwłaszcza preferencyjnych stawek
podatku VAT.
Subsydiowane miejsca pracy mogą
też powstawać w rezultacie przyznawania przedsiębiorcom grantów inwestycyjnych,
skojarzonych z realizacją programów rozwoju regionalnego i lokalnego. Takie
rozwiązanie jest stosowane w szeregu krajach Unii Europejskiej.
W podsumowaniu powyższych uwag
chciałbym sformułować trzy zasadnicze konkluzje na temat programu zwalczania
bezrobocia:
1. Skuteczna
promocja zatrudnienia i zwalczanie bezrobocia nie jest możliwe bez działań
kompleksowych, obejmujących równolegle politykę gospodarczą, w tym jej wymiar
regionalny i lokalny, zmiany instytucjonalne i programy specjalne.
2. Korygowanie
błędnej polityki ekonomicznej i zaniechania zmian instytucjonalnych poprzez
programy specjalne jest kosztowne i nieskuteczne, jest więc w istocie
działaniem pozorowanym.
3. Przyjęcie
i uruchomienie kompleksowego programu promocji zatrudnienia i zwalczania
bezrobocia wymaga sprawnego dialogu społecznego, którego nie ma między innymi
z powodu nie uregulowania kwestii reprezentatywności stron dialogu.
Przedmiotem dialogu musi być także kwestia regulacji zbiorowych stosunków
pracy. Szwankujący w praktyce model scentralizowanej trójstronności koliduje
z wymogami dostosowań strukturalnych, które muszą zachodzić w naszej
gospodarce, szczególnie w kontekście integracji europejskiej. Należy go
zastąpić poprzez model zdecentralizowany, w którym państwo staje się arbitrem a
nie stroną, i reprezentuje je zasadniczo sąd a nie rząd.